Loading...

IPN zawiadamia prokuraturę? To nie moja ręka.

IPN zawiadamia prokuraturę? To nie moja ręka.

Ostatnio coraz głośniej o Legnicy. Był protest przeciwko wizycie Roberta Bąkiewicza. Okazało się, że część uczestników, w tym radna, wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Legnicy Bogumiła Wszelaka, trzymała plakat, na którym zestawiono symbole nazistowskie (np. znaki NSDAP, SS i swastykę) obok skrótów odnoszących się do Armii Krajowej (AK) i Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) oraz napisem „Z faszyzmu Polskę oczyścimy” —  Instytut Pamięci Narodowej uznał to za zaprzeczenie oczywistym faktom historycznym i stwierdził możliwe przestępstwo znieważenia Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej.

W związku z tym Instytut Pamięci Narodowej skierował zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Legnicy, wskazując na możliwość popełnienia przestępstwa na podstawie art. 133 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat pozbawienia wolności za publiczne znieważenie narodu lub państwa.
 

 

 

Koniec sprawy?

Nie

Oczywiście dzisiaj pojawiły się sugestie, jakoby obraźliwe plakaty obecne podczas spotkania były elementem zaplanowanej prowokacji gości Bąkiewicza. Według tej narracji ktoś miał celowo wmieszać się w demonstrantów i rozdawać materiały po to, by skompromitować uczestników wydarzenia.To by niezłe jaja były, panie biorą co im się podsunie, śmiech na sali. Przypominam, że te panie większością decydują o naszym mieście, naszych finansach i najważniejszych sprawach dotyczących Legnicy.

Z relacji świadków oraz dostępnych materiałów wideo wynika, że plakaty zostały przyniesione na miejsce przez osoby uczestniczące w wydarzeniu pań radnych KO i były przez nie swobodnie rozdawane. Co istotne, część radnych stanęła z tymi materiałami publicznie  –o dziwo  – nie zapoznała się wcześniej dokładnie z ich treścią. Trudno w takiej sytuacji mówić o „zewnętrznej prowokacji”, skoro decyzja o eksponowaniu plakatów została podjęta dobrowolnie. Gdyby to była prowokacja, pani radna dostałaby kartkę z napisem “Kocham Bąkiewicza” lub na przykład “Zbieram na mózg” .

WhatsApp Image 2026-03-04 at 15.54.29
 

 

Anna
 

Sprawa ta pokazuje szerszy problem odpowiedzialności osób pełniących funkcje publiczne. Radny, reprezentując mieszkańców, powinien zachować szczególną ostrożność wobec przekazu, z którym się identyfikuje. Występowanie z tak istotnym materiałem bez sprawdzenia jego treści to poważny błąd, który obciąża przede wszystkim osobę, która ten materiał trzyma. Czyż nie ?

Zamiast budować narrację o politycznym sabotażu, warto skupić się na faktach i odpowiedzieć na podstawowe pytanie: kto fizycznie przyniósł i rozdawał plakaty oraz kto zdecydował się z nimi publicznie stanąć? Bez rzetelnego wyjaśnienia tych kwestii oskarżenia wobec „bliżej nieokreślonych środowisk” pozostają jedynie polityczną tezą, być może formą “zasłony dymnej”.

Debata publiczna wymaga dowodów, a nie domysłów. A odpowiedzialność zaczyna się od własnych decyzji. Dlatego z niecierpliwością czekamy na stanowisko pań radnych Koalicji Obywatelskiej w tej sprawie. Jeśli zostanie podjęta narracja pani Anny Singh na FB ( swoją drogą daleko idące oskarżenia), panie radne zostaną dodatkowo ośmieszone jako osoby publiczne. Takie którym można by podsunąć wszystko, może nawet do podpisania. 

 

Źródło: FB